Warszawska turystyka ekstremalna

Opublikowane przez Piotr Natural w dniu

Po całym tygodniu pracy przychodzi wreszcie upragniony weekend. Jeżeli spędzasz dużo czasu przed komputerem, tak jak ja, zapewne możesz mieć ochotę na chwileczkę odłączenia. Oczywiście istnieje opcja schowania telefonu i komputera pod kanapę i zaszycia się w kącie z książką lub wyjście gdzieś z rodziną lub znajomymi. Jeżeli jednak ciągnie nas do przygody, pobycia bliżej natury, a nie byliśmy na tyle zdeterminowani, żeby zaplanować weekendowy wyjazd za miasto, to można poszukać jakiejś lokalnej inicjatywy turystyczno-krajoznawczej.

Na trop Warszawskiej turystyki ekstremalnej wpadłem zupełnie przypadkowo, gdy zauważyłem wydarzenie na Facebook, na które wybierała się moja znajoma. Był środek tygodnia, a wypad zaplanowano na sobotę. Krótki, acz esencjonalny opis, od razu mnie kupił:

„Duuuużo przyrody!!! Duuuużo wody!!!! Sporo chodzenia, pływania, palenia!!!! Tuż pod miastem a jakby daleko….. WAKACJE W PIGUŁCE!!!!”

W sobotę rano, na dworcu PKP Powiśle, zebrała się grupa około 30 osób. Dopiero wtedy dowiedzieliśmy się, jaki jest cel podróży. Wsiedliśmy razem do pociągu i pojechaliśmy do Świdra. Podróż mniej więcej półgodzinna. Ze stacji kolejowej przeszliśmy prosto na plażę przy wiadukcie. Na widok wody wszyscy z zachwytem zrzucili buty i wskoczyli do rzeki, która w większości miejsc sięgała do kolan. Dzieci, pies i dorośli w różnym wieku – wszyscy z uśmiechami na ustach, ruszyliśmy przed siebie korytem rzeki.

fot: Tomek Ebert

fot: Tomek Ebert

Po drodze tu i ówdzie przystanek na zdjęcie, albo na mecz w siatkówkę. Nie przejmowaliśmy się za bardzo celem. Spacer w wodzie wśród pięknych drzew był medytacyjny i kojący. Choć grupa określa się jako ekstremalna, to nie ma nic wspólnego ze sportami ekstremalnymi. Sam spacerowałem z 3-letnim synem, który sporą część drogi przeszedł o własnych nogach, szczególnie ciesząc się z brodzenia w rzece.

Na koniec podróży zaplanowane było wspólne ognisko, ale niestety z uwagi na zmęczenie dziecka postanowiliśmy zawrócić. Mam nadzieję, że na kolejnej przygodzie z WTE uda się już dotrzeć do końca. Warto śledzić ich bloga na którym pojawiają się informacje na temat planowanych wypadów: http://wte.blox.pl/html

Jeden z organizatorów prowadzi również klub podróżniczy w Kazimierzu Dolnym o nazwie Klub Tomka Sawyera: https://www.facebook.com/groups/282343898563648/

fot: Tomek Ebert

fot: Tomek Ebert

fot: Tomek Ebert

fot: Tomek Ebert

Ciekawe gdzie jeszcze są w Polsce takie ciekawe, lokalne inicjatywy do których można spontanicznie dołączyć na weekendowy wypad…


Dodaj komentarz