Wyłącz hałas

Opublikowane przez Piotr Natural w dniu

“Hałas – dźwięki zazwyczaj o nadmiernym natężeniu (zbyt głośne) w danym miejscu i czasie, odbierane jako: „bezcelowe, następnie uciążliwe, przykre, dokuczliwe, wreszcie szkodliwe”. Międzynarodowa Organizacja Pracy określa hałas jako każdy dźwięk, który może doprowadzić do utraty słuchu, albo być szkodliwy dla zdrowia lub niebezpieczny z innych względów. Reakcja na hałas w dużym stopniu zdeterminowana jest nastawieniem psychicznym. Na ochronę przed hałasem organizm zużywa ogromne ilości energii. Do hałasu nie można się przyzwyczaić i jeśli nawet nie odbieramy go świadomie, to „zawsze przeżywamy go najgłębiej”, a zamiast przyzwyczajenia, co najwyżej następuje „adaptacja patologiczna”. Przyczyną hałasu mogą być dźwięki zarówno intensywne, jak również wszelkiego rodzaju niepożądane dźwięki wpływające na tło akustyczne, uciążliwe z powodu długotrwałości, jak na przykład stały odgłos pracujących maszyn lub muzyki.” źródło: Wikipedia https://pl.wikipedia.org/wiki/Hałas

Kilka lat temu, pracując w biurze typu “open space”, doświadczyłem jak bardzo rozmowy i dźwięki wokoło mogą ingerować w moją uwagę. Mowa ludzka to podstawowy odgłos na którym mimowolnie się skupiamy. Odziedziczyliśmy ten mechanizm w ewolucji po naszych przodkach, dla których sygnały ostrzegawcze były podstawowym sposobem informowania o nadchodzącym niebezpieczeństwie.

Z początku walczyłem z tym jak wszyscy wokoło, zakładając słuchawki i włączając głośną muzykę. Niestety większość piosenek rozpraszała mnie zwykle równie mocno, jak rozmowy kolegów i koleżanek. Wpadł mi zresztą kiedyś w ręce artykuł na temat badań nad muzyką i tego czy jest pomocna w nauce, czy raczej odwrotnie. Okazało się, że większość kompozycji raczej nas rozprasza lub co najwyżej bywa neutralna, a w niewielu przypadkach minimalnie pomaga w skupieniu.

Kolega z biura doradził, aby zakładać słuchawki wytłumiające dźwięk z otoczenia i po prostu nic nie włączać. Rzeczywiście, to rozwiązanie okazało się niezłe, choć po kilku godzinach wkradał się ból. Być może trzeba było kupić lepsze słuchawki. Wybrałem jednak inne rozwiązanie.

Mój kolega perkusista, z którym grałem kiedyś w zespole muzycznym Hellow Dog, często wkładał na próbach zatyczki do uszu. Twierdził, że hałas w naszej małej salce jest zbyt duży i dzięki nim obniża jego natężenie do optymalnego poziomu. Jakiś czas później to samo opowiedziała mi nasza wokalistka, która zaczęła chodzić na koncerty w zatyczkach do uszu. Poszperałem w internecie. Okazało się, że zwykłe “tanie” zatyczki zatykają ucho na amen, to znaczy nie dostaje się do nich powietrze. Potrafią być niezwykle skuteczne, ale przy długotrwałym stosowaniu mogą powodować różne dolegliwości. W poszukiwaniach dotarłem do specjalistycznych zatyczek dla muzyków Alpine Music Safe Classic, w cenie około 80 zł. Producent chwalił się, że jego zatyczki nie tylko świetnie dopasowują się do ucha, ale także przepuszczają powietrze, przez co mogą być stosowane przez dłuższy czas.

Od pierwszego dnia używania nowych zatyczek wiedziałem, że był to doskonały zakup. Już po kilkunastu minutach zupełnie się o nich zapomina. Zatyczki mają w zestawie dwa rodzaje filtrów do wytłumiania różnych zakresów pasm. Nie dają nam co prawda całkowitej ciszy, jednak wytłumiają dźwięk otoczenia na tyle skutecznie, że można o nim spokojnie zapomnieć. Dodatkowo, gdy chcemy z kimś porozmawiać nadal jesteśmy w stanie słyszeć go na tyle dobrze, że nie ma potrzeby wyciągania ich z uszu. Zatyczki są w zestawie z poręcznym zakręcanym breloczkiem, który warto przyczepić sobie do kluczy, aby mieć je zawsze przy sobie. Już wiele razy ratowały mój sen na wyjazdach.

Cisza jest wspaniała, ale czasem bywa nudna. Zainspirowany doświadczeniami z aplikacji Calm, o której pisałem TUTAJ postanowiłem sprawdzić, czy można sobie trochę urozmaicić tło dźwiękowe na co dzień. Oczywiście w internecie jest mnóstwo darmowych nagrań z kilkugodzinnymi szumami, śpiewami ptaków, płynącą wodą, deszczem, plumkaniem na pianinie i setkami innych dźwięków. Zwykle byłem jednak w stanie wytrzymać najwyżej kilka minut takiego wygłuszacza.

W swoich poszukiwaniach dotarłem do aplikacji o nazwie SoundShade http://www.soundshade.me dostępnej na urządzenia firmy Apple. Pomysł jest trywialny. Do dyspozycji mamy kilkadziesiąt dźwięków, które możemy łączyć w dowolne konfiguracje. Przykładowo dodajemy sobie dźwięk wiatru i fal morza, a na to nakładamy gotującą wodę, pralkę i dzwoneczki. Brzmi absurdalnie? To prawda, pewnie nie znajdziecie nigdzie podobnego nagrania. Efekt jest jednak niesamowity! Przy zamkniętych oczach możemy pływać myślami w innym świecie.

Dobierając sobie dźwięki według własnego gustu i tego, co intuicyjnie czujemy, że nas uspokaja lub pozwala się skupić, jesteśmy w stanie stworzyć sobie naprawdę unikalne tło. Dodatkową świetną funkcją jest możliwość rozmieszczania dźwięków w panoramie wokoło sprawiając, że są bliżej nas lub dalej, będąc tym samym cichsze. Możemy też niektóre z nich ustawić tylko z jednej, bądź drugiej strony, albo sprawić, że będą docierać z tyłu. Możliwości jest nieskończenie wiele. Jeżeli nie mamy akurat pod ręką hamaka w lesie lub plaży nad oceanem to może być nasza podręczna ścieżka dźwiękowa do dobrej książki.